|
Ścieżki z MED-em
Pastor na obozie… Gdyż przed oczyma Pana jawne są wszystkie drogi człowieka i On zważa na wszystkie jego ścieżki. (Ps 5.21)
Jestem pastorem jednej ze wspólnot kościelnych ewangelicznych chrześcijan z rejonu Podkarpacia. Chciałbym podzielić się tym, jaki wpływ na moją służbę i posługę duszpasterską miała i ma praca MED-u.
Z pracownikami MED zetknąłem się po raz pierwszy podczas konferencji dla rodziców, na której znalazłem się, po ludzku mówiąc, zupełnie przypadkowo. Już wtedy Pan mnie ujął merytorycznym przygotowaniem wykładowców, ich wiedzą i sposobem przekazu tego, co miało wyczulić nas, rodziców, na wartości przekazywane swoim dzieciom, nie tylko w kościele, ale wszędzie, gdzie z nimi jesteśmy. Świadectwa, przykłady, mądrość od Pana, którą dzielili się Zbyszek i Nela na długo pozostały w pokonferencyjnych notatkach i w naszych, to znaczy moim i mojej żony Marysi, sercach. Chcieliśmy jak najszybciej znaleźć czas, by porozmawiać i zastanowić się, na ile zasłyszane prawdy możemy zastosować w praktyce naszego rodzicielskiego życia. Nic wtedy jeszcze nie wskazywało na to, że za kilka lat ścieżki, którymi prowadzi nas Pan, zejdą się z drogami tych rodziców, którym głównie zależy na wychowaniu dzieci na odpowiedzialnych chrześcijan oraz wykładowców, nie tylko posiadających wiedzę teoretyczną, ale przekładających ją na praktykę codziennego życia.
Kolejny etap mojej współpracy z MED-em zapoczątkowała potrzeba. Potrzebowaliśmy w zborze katechetów. Taka potrzeba istniała także w innych zborach, więc liderzy okręgu odpowiedzialni za nauczanie dzieci postanowili zorganizować tzw. szkolenie intensywne z udziałem znanego im zespołu pracowników MED-u. Po modlitwie postanowiłem tak ustalić prace w zborze i w naszym domu, żebyśmy wraz z córką Asią mogli uczestniczyć w szkoleniu. Odbywało się ono w mieście oddalonym od naszej miejscowości o 65 kilometrów. Wymagało to wiele dyscypliny i wzajemnej mobilizacji, by nasze wyjazdy i szkolenie kontynuować. Wiedząc jednak, że nie uczymy się sami dla siebie, nie zrezygnowaliśmy i szkolenie ukończyliśmy pomyślnie.
W tym czasie dowiedziałem się, że w przyszłości MED planuje organizowanie obozów dla dzieci upośledzonych umysłowo. Przyjąłem zaproszenie na pierwszy taki obóz. I tak oto Szczególne Obozy Młodych Odkrywców (SOMO) stały się kolejnymi etapami skrzyżowania moich ścieżek ze ścieżkami MED-u. Musiałem znowu przeorganizować sporo w życiu rodziny oraz w mojej służbie, by móc się zaangażować w te obozy. Od czterech lat połowę mojego urlopu spędzam z dziećmi niepełnosprawnymi na SOMO i nigdy tego nie żałuję. Zawsze na ten czas czekam i w moim kalendarzu lipiec jest zarezerwowany dla tych dzieci. Jestem wdzięczny żonie za zrozumienie mojego powołania, ale również braciom ze zboru za to, że pozwalają mi być dla naszych szczególnych podopiecznych „wujkiem”. Pragnę im zawsze wskazywać na naszego Kochanego Ojca i być dla nich obrazem miłości Boga.
W czasie tych obozów mogłem poznać wiele wspaniałych osób na co dzień pracujących z dziećmi niepełnosprawnymi i uczyć się od nich. Zwykle po obozie zostaję w Wiśle, a moje dzieci oraz żona dołączają do mnie, razem spędzić resztę urlopu w tym pięknym zakątku naszego kraju. Dziękuję moim dzieciom za to, że umieją podzielić się swoim tatą z innymi dziećmi, z dziećmi które na co dzień nieraz nawet własnego taty nie znają. Dziękuję też całemu zespołowi moich przyjaciół z MED-u za lata współpracy w dziele budowania Królestwa Bożego w sercach dzieci. (Zbyszek Zwoliński)
OTO JESTEM, POŚLIJ MNIE
Po tym, jak powierzyłam moje życie Jezusowi Chrystusowi, pełna zapału, chciałam pracować z dziećmi w Kościele Wolnych Chrześcijan w Jastrzębiu Zdrój. Jestem z zawodu nauczycielką i pracowałam w przedszkolu, więc nie widziałam przeszkód, żeby uczyć dzieci lekcji biblijnych. Zgłosiłam się do pracy w mojej wspólnocie. Moje zgłoszenie zostało przyjęte, ale ku mojemu rozczarowaniu… nie zaakceptowane. Kiedy wracałam do domu, rozmyślałam nad powodem takiej decyzji. Zaczęłam zastanawiać się nad swoim stanem duchowym i nad tym, co ja naprawdę mogę zaoferować dzieciom. Tak mało znałam wówczas Boga. Po jakimś czasie poznałam wspaniałą kobietę – Gabi Lerch. To ona zachęciła mnie do udziału w konferencji dla pracowników wśród dzieci. Słuchałam, przyglądałam się, brałam udział w pracy z dziećmi. Był to czas intensywnego czytania Biblii, modlitwy i praktyki. Kiedy czytałam Księgę Jeremiasza 33;3 „Wołaj do mnie a odpowiem ci i oznajmię ci rzeczy wielkie i niezgłębione, jakich nie znasz”, wiedziałam, że to Pan Bóg kieruje te słowa do mnie. W wakacje brałam udział w 5-dniowym klubie „Wyspa Skarbów”. Spotykaliśmy się z dziećmi w szkole w Jastrzębiu Zdroju. Zaczęłam też pomagać w pracy z dziećmi w klubie w Studzionce, w konferencjach dla pracowników wśród dzieci w Międzyświeciu i Cieszynie. Kiedy czytałam Księgę Izajasza 6:8, gdzie Bóg pyta: „Kogo poślę?”, moje serce odpowiadało: „Oto jestem, poślij mnie”. Wówczas już pracowałam w kościele, ucząc dzieci o Bogu. W 2002 roku ukończyłam II stopień szkolenia dla pracowników wśród dzieci w Wiśle. Był to świetny czas nauki, praktyk i czynnego wypoczynku. W 2005 roku przeprowadziłam się do Głogowa. Dzięki doświadczeniom i szkoleniom, jakie uzyskałam współpracując z Chrześcijańskim Stowarzyszeniem „Miłość Edukacja Dojrzałość”, mogę cały czas doświadczać błogosławieństwa pracy wśród dzieci. W kościele zaczęliśmy organizować letnie i zimowe półkolonie dla dzieci z różnych kościołów oraz z sąsiedztwa. Korzystamy w tym czasie z pomocy i literatury z MED-u. Zorganizowaliśmy też kurs I stopnia dla pracowników wśród dzieci. Kiedykolwiek potrzebuję pomocy w materiałach, pomysłach i zachęcie, zawsze mogę liczyć na przyjaciół ze Stowarzyszenia, którzy będąc blisko Boga, poświęcają swój czas pracy dla Niego poprzez dotykanie dziecięcych serc Jego Słowem. (Basia Siudeja)
|
Poczta z MED-u
Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach, wydarzeniach, oraz proźby modlitewne MED-u, podaj swój E-mail. |
|
|